|
|
![]() Strona główna Redakcja Kontakt Reklama![]() O serialu Postacie Miejsca Zwierzęta Związki Dubbing Spis odcinków Gadżety Poezja Piosenki Ciekawostki Louie po ichniemu Czołówki serii I Czołówka serii II i III Drzewo geneaologiczne John Doe Louie Anderson Matthew O'Callaghan Rambler Jezioro Winnibigoshish Hyperion Pictures Wywiad![]() Gra online Tapety Do sklejenia Userbary Okładki książek![]() FanArty FanFicki Prześlij FanArta! Prześlij FanFicka!![]() Wojciech Paszkowski Forum o dubbingu![]() ![]()
|
(Louie zwraca się do nas) Kiedy pakuję prezenty, przypomina mi się ojciec. Jeszcze teraz mam w uszach jego głos. (Anderson parodiuje ojca i swoją rozmowę z nim) Gwiazdka? Dawniej byliśmy za biedni, żeby kupować sobie prezenty, dawaliśmy sobie ból głowy! Tato, czacha mi trzeszczy od roku! Właśnie słyszę... (Louie ponownie zwraca się do widowni) Ale mam też parę miłych wspomnień z Bożego Narodzenia. (Anderson myje podłogę, po czym wyciska gąbkę) argch, argchch, ee... To jest chyba najgorsza robota na świecie... Nikt za nią nie przepada. Ech... Ja jestem leniwy. Już jako dziecko migałem się od wszelkiej pracy. Za to mój ojciec.... to był pracuś! Zawsze kiedy przechodziliśmy obok wytwórni beczek mówił: "Kiedyś tu pracowałem za dolara na godzinę!". A po ośmiu godzinach przy beczkach szedł do drugiej pracy. Strasznie ciężko harował... czasami zastanawiałem się dlaczego. Zrozumiałem to wreszcie - musiał nam dać jeść, a ja zawsze miałem apetycik. Ale nawet gdyby nie miał dzieci sądzę, że też pracowałby za trzech. Szanował pracę, to była świętość. I ja mam to po nim. Lepiej skończę myć tę podłogę, bo gdyby tata się o tym dowiedział... wiecie jaki z niego był złośnik... (Louie pakuje kopertę) No, to już chyba wszyscy. Listy z podziękowaniem, powinno się podziękować ludziom za dobre uczynki. Mój tata tak robił, chociaż sam o tym nie wiedział, ciągle marudził i narzekał na wszystko. Ze wszystkiego robił wielką sprawę, nawet ze zwykłych zakupów. W sklepie brał duży wózek i zaczynało się: "Uważaj, możesz się odsunąć? Ej! No, spróbuj mnie wyprzedzić." I tym sposobem zaganiał ludzi do mrożonek, che che, a sam przy innych pustych stoiskach kupował mnóstwo produktów i to... wcale nie dla nas. Długo nie mogłem się w tym połapać, aż kiedyś zobaczyłem, że dużą część tych zakupów zostawia u naszego sąsiada, który w tym czasie nie miał pracy. Taki był tata, nauczył mnie wyrozumiałości, że trzeba pomagać i że... że wtedy jest fajnie. Mój staruszek był całkiem w porządku. O, nie powiedziałem mu tego, nie mówi się ojcu: "Hej, tato, jesteś równy". Teraz żałuję.... (Louie udaje, że gra z kimś w Baseball) Taaak.. Następna. (Anderson mówi do widzów) Aaaach... nigdy nie byłem dobry w sporcie. Nie cierpiałem WF-u i nie chcieli grać ze mną.... tylko w "dwa ognie". Trener nienawidził mnie: Anderson ruszasz się jak krab! Facet nie lubił krabów... Naprawdę dobry byłem tylko w tropieniu... na czworakach i nie musiałem się spieszyć. Acha, całkiem niezły byłem też w wiszeniu na poręczy. Ech... to były czasy! Mówią, że bieganie to zdrowie. Nie wierzę. Codziennie słyszę: "Ludi, idziesz na jogging zrobić parę rundek?". Nie idę, ja jadę, mam samochód. Nie dam się na to namówić. Wiecie co lubię? Zjechać sobie windą i dalej spokojnie iść do cukierni za rogiem, kupić wielkie ciacho i od razu je zjeść. Stanowczo wolę to od joggingu! I szafa gra. (Louie zwraca się do rybek) Hej, co wy tam robicie? Margaret... Caren, Bert? Traktujecie mnie obojętnie? Ja was karmię! Hej, no! Nie możecie ze mną pogadać? No dalej! Argch... (Louie siłuje się z psem) Słuchaj mnie! (Louie mówi do nas) Trzeba z nimi rozmawiać, posiadanie zwierzaka to duża odpowiedzialność, prawda? Pamiętacie kiedy po raz pierwszy o niego poprosiliście? (Anderson przedstawia nam dialog dwóch osób) Hej, mamo możemy kupić psa? O, nie, nie, nie, nie, one linieją. Hej! Możemy kupić kota? O nie, one liżą masło! No... chyba tak! (Louie ponownie zwraca się do widzów) Kończy się na złotej rybce, właśnie tak! Nie wiem co gorsze, rybka czy pies. Z rybką przynajmniej nie trzeba wychodzić na spacer (pies go ciągnie) Heeej! Dooobrej zaabawy! (Louie próbuje zamknąć walizkę, która jest przepełniona) Ach, ee, ach... ech... Jadę na ryby. Zawsze zabieram za dużo rzeczy, mam to po mamie. (Anderson wyciąga zbędne ubrania) Po co mi to? A to? Nie moje. Ach... gacie? Jedne mam już na sobie, będę tam tylko tydzień. Och, szynka w puszcze niezbędna, łowienie to ciężka praca. Ach... włożę kapelusz to zaoszczędzę trochę miejsca. Siatka do ręki i może eee... to się zaammmknieeeeee. Och... może uda mi się to zamknąć przed waszym powrotem, ach... bawcie się dobrze, ach... łowienie to ciężka praca, ach... (Zmarznięty Louie stoi ubrany w kurtkę i dygocze) O, o, o raju, ale tam zimno! Pamiętaj żeby się dobrze opatulić przed wyjściem, bo inaczej leżysz i kwiczysz. Rodzice wpadają w panikę jak tylko robi się trochę zimniej. (Anderson udaje swego tatę) Ludwiczku nie wystawiaj na dwór nosa, bo odmarznie ci w trzy sekundy! A ja co? Otwieram okno, wystawiam rękę i raz, dwaa, trzy! Che, nie ma głupich, nie dłużej. A pamiętacie bitwę na śnieżki? Dopóki nie dostałeś w ucho było super. AAAaaaaa! Nie wolno celować w uszy! Ooo, nie płaczę, kretynie! Tylko trochę uważaj. A chociaż dostałem w ucho, zawsze kulałem. I tata zaraz wiedział: - Ludwiczku, dlaczego kulejesz, dostałeś w ucho śniegową pigułą? A więc pamiętajcie, jeśli idziecie naparzać się śnieżkami, koniecznie zakładajcie ochronne nauszniki. O, matko, ale zmarzłem, aaa! (Louie siedzi przy stole i zabiera się za indyka) Aach, o strasznie się skurczył. Za długo trzymałem go w piekarniku... Lepiej zjem sobie kawałek piersi, zanim zwali mi się rodzina. Święto Dziękczynienia, dla mojej mamy to był najważniejszy dzień w roku, wyżywała się w gotowaniu. Zaczynała miesiąc wcześniej, potrafiła upiec worek słodkich ziemniaków... miesiąc wcześniej. I pchała w nas, żeby się nie zmarnowało. (Louie udaje swoją mamę) Ziemniaczka, Ludwiczku? Są w piekarniku, w naszym garażu i w garażu sąsiadów. I prawie zawsze, kiedy już kończyliśmy indyka i na stół miał wjechać deser - mamie się przypominało: - A i żurawina! Zapomniałam, może ktoś jeszcze chce skosztować? - Mamo, już jesteśmy po indyku. A wiesz kiedy jesteś dorosły? Gdy po raz pierwszy po takim ooobżaaarstwie rozglądasz się za wygodnym leżaczkiem. Che, che, dobra, życzę wam miłych, rodzinnych obiadów. Trzymajcie się. Tak, jak widzicie, szykuję się na festyn. Che, odkąd pamiętam nie odpuściłem ani jednego festynu stanowego, cały rok oszczędzałem pieniądze na ten jeden dzień. A kiedy się tam znaleźliśmy, mam zaganiała nas do jej ulubionego stoiska - za pięć centów sto litrów mleka. - Mleko jest bardzo dobre na kości. Oczywiście. Dzieciaki chcą iść na karuzelę, zagrać w coś, a nie pić mleko... I chcą wygrać tę jedną nagrodę, tego dużego, wypchanego zwierzaka, tak wielkiego, że trudno go było nieść. Próbowało się wszystkiego - niszczenia balonów za pomocą rzutek, grosika na talerzu, pierścienia na butelce, było też wrzucanie piłki do kosza...Tak żeby nie wyskoczyła z powrotem. Oczywiście wydawało się wszystkie pieniądze i odchodziło się z czymś co robiło: "Cykcyk, cykcyk". I przestawało działać, kiedy się doszło do domu. (Louie wciąż udaje, iż ma zabawkę w dłoni, jednak teraz mimo przyciskania, nie wydaje dźwięku) Heeeej! (Louie Anderson ogląda horror) Uważaj! Och... Wampir cię dopadnie. Zamieni się w nietoperza. AAaaach, och! Te trójwymiarowe okulary. Myślałem, że nietoperz sfrunie mi na głowę, zaplącze się we włosy i poklepie po czole. Jedynie mama mogłaby go zdjąć: - Złaź z mojego syna! Mamy są twarde, to do nich biegniesz, kiedy się boisz. Nie biegniesz do domu, do taty, zawsze do mamy. - Uważaj, on idzie po swoją mamę, w zeszłym tygodniu zabiła potwora! Trzeba uważać, mamy są twarde. Ech... Wracam do filmu, ciekawe czy przetrwam kolejny atak dzikiego nietoperza z Borneo. Och, ooo... Nie!!! Ciiiiii! Zaczynają się łowy. Na polowaniu musi być cichuutkoo. Zawsze będę pamiętał moje pierwsze polowanie. Wszystkie kanapki, które mama dała dla mnie i dla taty, zjadłem już po drodze, chy, chy. Nie wiem, kto wymyślił polowania na jelenie, te zwierzęta wcale nie są niebezpieczne. - Ludzie, wali na nas stado jeleni! Mają straszne kopyta i zadepczą nas na śmierć! A jeleń stojący nocą w świetle reflektorów? Zastanawiałem się, co on wtedy myśli: - Hm! Czy to jest auto, czy mam dzisiaj dobry dzień i jadą na mnie dwa motocykle? Wiecie na co najlepiej łapie się jelenie? Na ciastko! Metoda niezawodna. Jeśli... się nie złapie, ciastko zjadasz. I też jest nieźle. Che, che. Hmm... O, widzę jelenia. Kchy, kchy, kchy, aaaa, o Jezu... Ochu, achu... Ooo, kchy, kchy... Mmm... ouu... Trzydzieści osiem i sześć. Na pewno mam więcej! Nie znoszę chorób, także odwiedzania przyjaciół w szpitalu. Już przy wejściu do szpitala uderza ten dziwny zapach. Ach... nikt go nie znosi. Potem trzeba okłamywać chorego mówiąc, że wygląda lepiej niż naprawdę: - Wyglądasz wspaniale. - To prawda, że wspaniale? - O tak, świetnie! Noo... niezupełnie... Potem różne głupstwa zaczyna pleść chory: - Doktor mówi, że już niedługo na pewno stąd wyjdę. Bardzo wątpię... Potem usiłuje wmusić w nas jedzenie - białą galaretkę i zielony krem. Nic dziwnego, że chorują... Hej, mamo! Przynieś coś smacznego, umieram z głodu. Utopię... chorobę... w smakołykach. Ech... muszę iść... pomóc komuś przy samochodzie. - Tit, tiiiiiiiiiiiiit! Ten klakson przypomina mi stary samochód taty. Och! On kochał to auto! Przedstawiał je nawet ludziom: - To mój samochód! A, tak... tam jest moja rodzina, myślę "Czy by jej nie sprzedać", che, che. Tylko żartuję! Sądził, że jego auto potrafi wszystko: - Wiesz, gdyby to auto miało skrzydła to by latało! - Powinieneś spróbować tato. - Co? Nie udawaj mądrali, mały! Tata zawsze tak mówił, dlaczego choć raz nie spytałem: - Hę, a teraz tato? Jestem wystarczająco głupi? Nie znosiłem pracy przy samochodzie, moje zadanie ograniczało się tylko do podawania mu odpowiednich narzędzi! - Ludwiczku! Podaj mi klucz szesnastkę! - Ha, czy ona ma niebieską rączkę? Jedyna zabawa była, kiedy uderzył się w palec - narzędzie pojawiało się z powrotem. - UWAGA! To klucz szesnastka!!! Chi, chi! |